Dziś są moje 66 urodziny i uśmiecham się w myślach do przeżytych lat.
Miałam w swoim życiu na przemian chwile pełne zamieszania i czasem grozy
i dni spokojne, radosne, a nawet szczęśliwe, co nie jest takie oczywiste.
Co udało mi się dotychczas posiąść na własność? – Mam wiarę , zdrowie, męża,
troje dorosłych dzieci i troje wnuków.
Mam przyjaciół w rodzinie męża i w rodzinie mojej, przyjaciół ze szkoły średniej
i ze studiów, dobrych sąsiadów oraz dwupokojowe mieszkanie spółdzielcze
z lat sześćdziesiątych w centrum Warszawy.
Tutaj toczyło się i trwa nadal całe nasze życie rodzinne. Tutaj gromadzili się i gromadzą z różnych okazji nasze dzieci z rodzinami, krewni, kuzyni i przyjaciele oraz znajomi
i przyjaciele naszych dzieci.
Ta gromada ludzi, z którą jestem w zażyłych stosunkach to jest mój wielki skarb,
o który dbam codziennie i którego życzę wszystkim czytającym moje wynurzenia.
Wszystko jest możliwe
Dawno temu postanowiłam, że będę wspominać tylko dobre wydarzenia z mojego życia
i do dziś w tym postanowieniu trwam.
Przeżyte lata wydają mi się pełne kolorowych blasków.
środa, 8 lutego 2012
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Pracę zawodową trzeba kochać
Mam wielkie szczęście, że moje niedokładnie sprecyzowane dziecięce marzenia spełniły się w moim dorosłym życiu. Miałam 12 lat, kiedy po raz pierwszy w życiu usłyszałam
w głosie młodej nauczycielki życzliwy ton, jakim zwracała się do mnie i do innych uczniów. Było to tak szokujące, że często ze wzruszeniem wracałam potem do lekcji,
którą przeprowadziła z nami nowa nauczycielka.
Zamarzyło mi się wtedy, żebym i ja mogła kiedyś zwrócić się do uczniów
z serdecznością i uśmiechem. Moje dotychczasowe szkolne doświadczenia były złe.
Jednak tamten dzień sprawił, że uwierzyłam w powiedzenie - wszystko jest możliwe
przy dobrych chęciach i dobrym przykładzie.
Nauczycielką zostałam w wieku 20 lat po ukończeniu 4.letniego LO i 2.letniego Studium Nauczycielskiego. Kuratorium Oświaty w Warszawie udostępniło mi adresy szkół podstawowych, gdzie potrzebowano nauczyciela mojej specjalności.
Wybrałam szkołę na wsi pod Warszawą, gdzie przysługiwało mi bezpłatne mieszkanie służbowe. Grono nauczycielskie wraz z kierownikiem szkoły liczyło tylko 10 osób,
a pięcioro z nas miało krótki staż pracy.
Prawie wszyscy byliśmy młodzi i lubiliśmy prowadzić nasze lekcje kierunkowe i zajęcia pozalekcyjne typu szkolne koło PCK albo kółko fotograficzne. Do dziś mam zdjęcia wykonywane i wywoływane przez uczniów z miejsc, które razem zwiedzaliśmy.
Mam też widokówki i karty pocztowe od uczniów, które przysyłali do mnie z wakacji
i ze swoich podróży.
Lubiliśmy się nawzajem i takie wrażenie odnosiłam potem pracując ze studentami
albo z uczniami szkoły średniej, kiedy zmieniłam miejsce pracy po ukończeniu zaocznych studiów magisterskich.
Ten idylliczny obraz psuły czasem moje kontakty z rodzicami lub inaczej myślącymi
i pracującymi kolegami – nauczycielami.
Od kiedy przeszłam na emeryturę tęsknię do szkolnego gwaru, spotkań i rozmów
z młodymi ludźmi, co tylko zrozumieją koledzy - nauczyciele, z którymi utrzymuję
stały kontakt.
W gronie moich znajomych są też ludzie pracujący z pasją w innych zawodach.
Znam też ludzi niezadowolonych ze swoich życiowych decyzji i wiem, jak jest im ciężko znaleźć swoje miejsce na ziemi. Czasem udaje mi się wskazać im inny kierunek myślenia i to też daje mi satysfakcję.
w głosie młodej nauczycielki życzliwy ton, jakim zwracała się do mnie i do innych uczniów. Było to tak szokujące, że często ze wzruszeniem wracałam potem do lekcji,
którą przeprowadziła z nami nowa nauczycielka.
Zamarzyło mi się wtedy, żebym i ja mogła kiedyś zwrócić się do uczniów
z serdecznością i uśmiechem. Moje dotychczasowe szkolne doświadczenia były złe.
Jednak tamten dzień sprawił, że uwierzyłam w powiedzenie - wszystko jest możliwe
przy dobrych chęciach i dobrym przykładzie.
Nauczycielką zostałam w wieku 20 lat po ukończeniu 4.letniego LO i 2.letniego Studium Nauczycielskiego. Kuratorium Oświaty w Warszawie udostępniło mi adresy szkół podstawowych, gdzie potrzebowano nauczyciela mojej specjalności.
Wybrałam szkołę na wsi pod Warszawą, gdzie przysługiwało mi bezpłatne mieszkanie służbowe. Grono nauczycielskie wraz z kierownikiem szkoły liczyło tylko 10 osób,
a pięcioro z nas miało krótki staż pracy.
Prawie wszyscy byliśmy młodzi i lubiliśmy prowadzić nasze lekcje kierunkowe i zajęcia pozalekcyjne typu szkolne koło PCK albo kółko fotograficzne. Do dziś mam zdjęcia wykonywane i wywoływane przez uczniów z miejsc, które razem zwiedzaliśmy.
Mam też widokówki i karty pocztowe od uczniów, które przysyłali do mnie z wakacji
i ze swoich podróży.
Lubiliśmy się nawzajem i takie wrażenie odnosiłam potem pracując ze studentami
albo z uczniami szkoły średniej, kiedy zmieniłam miejsce pracy po ukończeniu zaocznych studiów magisterskich.
Ten idylliczny obraz psuły czasem moje kontakty z rodzicami lub inaczej myślącymi
i pracującymi kolegami – nauczycielami.
Od kiedy przeszłam na emeryturę tęsknię do szkolnego gwaru, spotkań i rozmów
z młodymi ludźmi, co tylko zrozumieją koledzy - nauczyciele, z którymi utrzymuję
stały kontakt.
W gronie moich znajomych są też ludzie pracujący z pasją w innych zawodach.
Znam też ludzi niezadowolonych ze swoich życiowych decyzji i wiem, jak jest im ciężko znaleźć swoje miejsce na ziemi. Czasem udaje mi się wskazać im inny kierunek myślenia i to też daje mi satysfakcję.
sobota, 24 grudnia 2011
Święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku
Życzenia, życzenia, życzenia płyną przez świat w grudniowe dni.
Życzymy sobie zdrowia i radości, spokoju ducha i pokoju w każdym domu i każdym zakątku świata.
Wierzę, że wszyscy usiłujemy działać dla dobra osobistego i wspólnego.
Czasem spokój zakłócają działania mało odpowiedzialne, albo, co najgorsze, działania zbrojne.
Zapomnijmy dzisiaj choć na chwilę o przykrościach i nieszczęściach - wiadomo, że wszystko jest możliwe - spokój w ludzkich sercach i pokój na świecie również.
Przecież najczęściej musimy walczyć nie z obcym przeciwnikiem, ale ze swoimi słabościami: z brakiem wiary w siebie i w sens tego, co się robi.
Opanowanie sztuki życia z życzliwością do świata jest trudne i wyczerpujące, ale daje stokrotną satysfakcję z osiągniętego celu.
Uboga stajenka i każde serce są pełne miłości, kiedy rodzi się w nich Bóg.
Życzymy sobie zdrowia i radości, spokoju ducha i pokoju w każdym domu i każdym zakątku świata.
Wierzę, że wszyscy usiłujemy działać dla dobra osobistego i wspólnego.
Czasem spokój zakłócają działania mało odpowiedzialne, albo, co najgorsze, działania zbrojne.
Zapomnijmy dzisiaj choć na chwilę o przykrościach i nieszczęściach - wiadomo, że wszystko jest możliwe - spokój w ludzkich sercach i pokój na świecie również.
Przecież najczęściej musimy walczyć nie z obcym przeciwnikiem, ale ze swoimi słabościami: z brakiem wiary w siebie i w sens tego, co się robi.
Opanowanie sztuki życia z życzliwością do świata jest trudne i wyczerpujące, ale daje stokrotną satysfakcję z osiągniętego celu.
Uboga stajenka i każde serce są pełne miłości, kiedy rodzi się w nich Bóg.
środa, 23 listopada 2011
Spotkanie autorskie
Dzisiaj o g.18.00 w EMPIK Junior w Warszawie byłam na spotkaniu z Danutą Wałęsą, która promowała swoją książkę "Marzenia i tajemnice".
O jej autograf, czasem na kilku egzemplarzach książki, starało się kilkaset osób.
Spotkanie prowadził dziennikarz Grzegorz Miecugow - na jego czasem dociekliwe pytania pani Danuta odpowiadała życzliwie i dość obszernie.
Podziwiam ją. Przeżyła godnie i odważnie najtrudniejsze chwile w swoim osobistym życiu i w życiu społeczności, z którą się spotykała. Miała marzenia i wykrzesała z siebie siły, aby je realizować. W autobiografii opisała, jak uczyła się być dobrym człowiekiem w każdej sytuacji.
Po raz pierwszy zobaczyłam żonę Lecha Wałęsy w telewizji, kiedy 10 grudnia 1983 r.
w zastępstwie męża odbierała pokojową nagrodę Nobla.
Wtedy byłam bardzo mile zaskoczona, że wyglądała tak uroczo, jakby nie przyjechała
z szarego, pognębionego przez komunizm, PRL-u.
Pamiętam jej skromność- nawet w latach prezydentury swojego męża, nie słyszałam, aby wysuwała się na pierwszy plan - bardzo strzegła swojej prywatności. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski mówi o niej - kulturalna i dyskretna.
Teraz we wspomnieniach, które opracował Piotr Adamowicz, szczerze opowiedziała
o trudnym życiu swoim i swoich dzieci. Wśród opowieści bliskich, przyjaciół i znajomych jest wypowiedź prof.dr hab.Joanny Muszkowskiej-Penson, która tak opowiada o Danucie Wałęsie: "Dla mnie ówczesne obciążenie Danusi było absolutnie ponad możliwości młodej kobiety. Sama zajmowała się całym gospodarstwem, siedmiorgiem drobiazgu
i nie ulegała nie tylko żadnej histerii, ale również żadnym strachom".
W PRL-u Lech Wałęsa był prześladowany i internowany, a potem z przyjaciółmi
i doradcami dokonywał radykalnych zmian politycznych w Polsce. I w wolnej Polsce,
kiedy jej mąż był przez 4 lata prezydentem,a potem stracił zaufanie społeczeństwa,
ona ochraniała swoich ośmioro dzieci i dawała psychiczne wsparcie mężowi.
Teraz może opowiadać o tym z podniesionym czołem, zapłaciła wysoką cenę za swoje najważniejsze wartości - rodzinę i prawdę. Jej życiowa postawa bardzo mi się podoba
i mogę ją postawić za wzór wszystkim - młodzieży, kobietom i męskiej części społeczeństwa.
O jej autograf, czasem na kilku egzemplarzach książki, starało się kilkaset osób.
Spotkanie prowadził dziennikarz Grzegorz Miecugow - na jego czasem dociekliwe pytania pani Danuta odpowiadała życzliwie i dość obszernie.
Podziwiam ją. Przeżyła godnie i odważnie najtrudniejsze chwile w swoim osobistym życiu i w życiu społeczności, z którą się spotykała. Miała marzenia i wykrzesała z siebie siły, aby je realizować. W autobiografii opisała, jak uczyła się być dobrym człowiekiem w każdej sytuacji.
Po raz pierwszy zobaczyłam żonę Lecha Wałęsy w telewizji, kiedy 10 grudnia 1983 r.
w zastępstwie męża odbierała pokojową nagrodę Nobla.
Wtedy byłam bardzo mile zaskoczona, że wyglądała tak uroczo, jakby nie przyjechała
z szarego, pognębionego przez komunizm, PRL-u.
Pamiętam jej skromność- nawet w latach prezydentury swojego męża, nie słyszałam, aby wysuwała się na pierwszy plan - bardzo strzegła swojej prywatności. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski mówi o niej - kulturalna i dyskretna.
Teraz we wspomnieniach, które opracował Piotr Adamowicz, szczerze opowiedziała
o trudnym życiu swoim i swoich dzieci. Wśród opowieści bliskich, przyjaciół i znajomych jest wypowiedź prof.dr hab.Joanny Muszkowskiej-Penson, która tak opowiada o Danucie Wałęsie: "Dla mnie ówczesne obciążenie Danusi było absolutnie ponad możliwości młodej kobiety. Sama zajmowała się całym gospodarstwem, siedmiorgiem drobiazgu
i nie ulegała nie tylko żadnej histerii, ale również żadnym strachom".
W PRL-u Lech Wałęsa był prześladowany i internowany, a potem z przyjaciółmi
i doradcami dokonywał radykalnych zmian politycznych w Polsce. I w wolnej Polsce,
kiedy jej mąż był przez 4 lata prezydentem,a potem stracił zaufanie społeczeństwa,
ona ochraniała swoich ośmioro dzieci i dawała psychiczne wsparcie mężowi.
Teraz może opowiadać o tym z podniesionym czołem, zapłaciła wysoką cenę za swoje najważniejsze wartości - rodzinę i prawdę. Jej życiowa postawa bardzo mi się podoba
i mogę ją postawić za wzór wszystkim - młodzieży, kobietom i męskiej części społeczeństwa.
środa, 2 listopada 2011
Olbrzym na ziemi
Dzięki Ci, Boże za to, że 1 listopada 2011 r. w Dniu Wszystkich Świętych samolot PLL
LOT szczęśliwie awaryjnie wylądował bez podwozia na lotnisku w Warszawie.
Na pokładzie było 220 pasażerów i 11 członków załogi.
Pilot Tadeusz Wrona wykazał najwyższy kunszt pilotażu - precyzyjnie i mistrzowsko posadził olbrzyma Boeinga 767 na płycie lotniska.
Cały świat podziwia bohatera - pilota, a wierzący - dziękują Bogu i wstawiennictwu naszego Błogosławionego papieża Jana Pawła II. Na pokładzie jeden z pasażerów - ks.Piotr miał przy sobie relikwie JPII, a 1 listopada przypadała kolejna rocznica święceń kapłańskich Karola Wojtyły.
Wszyscy zostaliśmy duchowo podbudowani - modlitwy o dar perfekcyjnych umiejętności dla pilota, załogi i naziemnych służb ratowniczych zostały wysłuchane.
O profesjonalizmie i zaangażowaniu Polaków - lotników przeczytamy w artykule:
Awiacja - polski honor i pasja
W związku z tym wydarzeniem przypomniały mi się słowa znajomej Bułgarki,
która w czasach mojej młodości tj. w latach 70. XX w. twierdziła, że tylko z polskimi pilotami czuje się w powietrzu bezpiecznie.
Przemieszczała się ona kilka razy do roku z Warszawy do Sofii i innych miast Europy samolotami PLL LOT i była zachwycona umiejętnościami polskich załóg, bo miała je
z kim porównywać.
Sama potwierdziłam jej słowa w kilka lat później, kiedy leciałam do Sofii z polską załogą samolotu, a wracałam - z bułgarską.
Niedawno miałam też okazję lecieć nad morzem Północnym przy nie najlepszej pogodzie. Polski pilot i pozostała część załogi pracowali doskonale, co stwierdzam
z wielką przyjemnością.
LOT szczęśliwie awaryjnie wylądował bez podwozia na lotnisku w Warszawie.
Na pokładzie było 220 pasażerów i 11 członków załogi.
Pilot Tadeusz Wrona wykazał najwyższy kunszt pilotażu - precyzyjnie i mistrzowsko posadził olbrzyma Boeinga 767 na płycie lotniska.
Cały świat podziwia bohatera - pilota, a wierzący - dziękują Bogu i wstawiennictwu naszego Błogosławionego papieża Jana Pawła II. Na pokładzie jeden z pasażerów - ks.Piotr miał przy sobie relikwie JPII, a 1 listopada przypadała kolejna rocznica święceń kapłańskich Karola Wojtyły.
Wszyscy zostaliśmy duchowo podbudowani - modlitwy o dar perfekcyjnych umiejętności dla pilota, załogi i naziemnych służb ratowniczych zostały wysłuchane.
O profesjonalizmie i zaangażowaniu Polaków - lotników przeczytamy w artykule:
Awiacja - polski honor i pasja
W związku z tym wydarzeniem przypomniały mi się słowa znajomej Bułgarki,
która w czasach mojej młodości tj. w latach 70. XX w. twierdziła, że tylko z polskimi pilotami czuje się w powietrzu bezpiecznie.
Przemieszczała się ona kilka razy do roku z Warszawy do Sofii i innych miast Europy samolotami PLL LOT i była zachwycona umiejętnościami polskich załóg, bo miała je
z kim porównywać.
Sama potwierdziłam jej słowa w kilka lat później, kiedy leciałam do Sofii z polską załogą samolotu, a wracałam - z bułgarską.
Niedawno miałam też okazję lecieć nad morzem Północnym przy nie najlepszej pogodzie. Polski pilot i pozostała część załogi pracowali doskonale, co stwierdzam
z wielką przyjemnością.
piątek, 21 października 2011
Rekreacja to jest to !
W dzieciństwie i we wczesnej młodości bardzo lubiłam zabawy podwórkowe.Były to lata pięćdziesiąte XX w.
Z rodzeństwem i rówieśnikami korzystaliśmy z każdej sposobności, aby spędzić
jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu.
Skakałyśmy na skakance, bawiliśmy się w chowanego, w berka, w podchody, czasem grałam z chłopcami "w zośkę".
Był to ołowiany krążek z dwoma dziurkami, przez które przewleczony był pęczek kolorowej włóczki rozłożonej równomiernie i płasko. Najbardziej lubiłam podbijać zośkę stopą tak, żeby nie upadła na ziemię. Wygrywał ten, kto podbił zośkę największą ilość razy.
W rodzinie mieliśmy jeden duży męski rower. Nauczyłam się na nim jeździć pod ramą, a w sukience jeździć nie było łatwo. Dziewczynki w tamtym czasie nie chodziły w spodniach.
Do dziś z przyjemnością wspominam wakacyjną kilkudniową wyprawę rowerową. Było nas pięcioro - jeden dorosły i kilkunastolatkowie. Naszym celem było dotrzeć do granicy rosyjskiej, co nam się udało.
Jeden dzień spędziliśmy w wiosce, z której oglądaliśmy przestrzeń po drugiej stronie granicy. Było tam zaorane i zagrabione pole i ani żywej duszy aż po horyzont. Po polskiej stronie granicy pola uprawne pełne były pracujących ludzi.
Nasza podróż nie obyła się bez przygód.
W przydrożnych barach mieliśmy kłopot, żeby dostać "coś do jedzenia". Wieźliśmy ze sobą dwa namioty, ale w praktyce wszyscy gromadziliśmy się w jednym - i tak też spędzaliśmy noce.
Część drogi powrotnej odbyliśmy na odkrytej platformie samochodu ciężarowego, bo doszczętnie popsuł się jeden z rowerów.
Zdjęć z tej wycieczki nie mamy, ale napotkane krajobrazy i niektóre zdarzenia wciąż mam przed oczami.
Teraz też jeździmy z mężem na rowerach, bo jest to coraz łatwiejsze po nowych warszawskich ścieżkach rowerowych. Dzieci i wnuki kontynuują naszą pasję.
Mam przyjaciół, moich równolatków, którzy podróżują po Polsce na rowerach. Ostatnią wyprawą na trasie Zamość - Białystok zadziwili znajomych i wielu spotykanych po drodze mieszkańców.
Przez 2 tygodnie przebyli ponad 700 km. Mnie też kusi taka wyprawa.
W czasach mojej młodości w naszym stałym wakacyjnym grafiku były wyjazdy w góry, nad morze i na Mazury. Jeździliśmy na kolonie letnie organizowane przez zakłady pracy rodziców. Lubię powracać w miejsca, gdzie kiedyś beztrosko spędzałam czas.
W młodosci nauczyłam się pływać na odkrytym basenie, potem miałam obowiązkowe lekcje pływania w czasie studiów. Teraz również pływam z przyjemnością, kiedy tylko mam okazję i towarzystwo.
Z rodzeństwem i rówieśnikami korzystaliśmy z każdej sposobności, aby spędzić
jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu.
Skakałyśmy na skakance, bawiliśmy się w chowanego, w berka, w podchody, czasem grałam z chłopcami "w zośkę".
Był to ołowiany krążek z dwoma dziurkami, przez które przewleczony był pęczek kolorowej włóczki rozłożonej równomiernie i płasko. Najbardziej lubiłam podbijać zośkę stopą tak, żeby nie upadła na ziemię. Wygrywał ten, kto podbił zośkę największą ilość razy.
W rodzinie mieliśmy jeden duży męski rower. Nauczyłam się na nim jeździć pod ramą, a w sukience jeździć nie było łatwo. Dziewczynki w tamtym czasie nie chodziły w spodniach.
Do dziś z przyjemnością wspominam wakacyjną kilkudniową wyprawę rowerową. Było nas pięcioro - jeden dorosły i kilkunastolatkowie. Naszym celem było dotrzeć do granicy rosyjskiej, co nam się udało.
Jeden dzień spędziliśmy w wiosce, z której oglądaliśmy przestrzeń po drugiej stronie granicy. Było tam zaorane i zagrabione pole i ani żywej duszy aż po horyzont. Po polskiej stronie granicy pola uprawne pełne były pracujących ludzi.
Nasza podróż nie obyła się bez przygód.
W przydrożnych barach mieliśmy kłopot, żeby dostać "coś do jedzenia". Wieźliśmy ze sobą dwa namioty, ale w praktyce wszyscy gromadziliśmy się w jednym - i tak też spędzaliśmy noce.
Część drogi powrotnej odbyliśmy na odkrytej platformie samochodu ciężarowego, bo doszczętnie popsuł się jeden z rowerów.
Zdjęć z tej wycieczki nie mamy, ale napotkane krajobrazy i niektóre zdarzenia wciąż mam przed oczami.
Teraz też jeździmy z mężem na rowerach, bo jest to coraz łatwiejsze po nowych warszawskich ścieżkach rowerowych. Dzieci i wnuki kontynuują naszą pasję.
Mam przyjaciół, moich równolatków, którzy podróżują po Polsce na rowerach. Ostatnią wyprawą na trasie Zamość - Białystok zadziwili znajomych i wielu spotykanych po drodze mieszkańców.
Przez 2 tygodnie przebyli ponad 700 km. Mnie też kusi taka wyprawa.
W czasach mojej młodości w naszym stałym wakacyjnym grafiku były wyjazdy w góry, nad morze i na Mazury. Jeździliśmy na kolonie letnie organizowane przez zakłady pracy rodziców. Lubię powracać w miejsca, gdzie kiedyś beztrosko spędzałam czas.
W młodosci nauczyłam się pływać na odkrytym basenie, potem miałam obowiązkowe lekcje pływania w czasie studiów. Teraz również pływam z przyjemnością, kiedy tylko mam okazję i towarzystwo.
sobota, 15 października 2011
Sprawy zasadnicze
Nasza rodzina od pokoleń należy do wspólnoty kościoła katolickiego.
Dzięki temu kolejne pokolenia poznawały Dekalog i starały się żyć wg jego wskazówek. Wiara chrześcijańska pomagała nam żyć z budującą nadzieją i nie poddawać się destrukcyjnym myślom.
W dzieciństwie czasem słyszałam pytanie – czy ty Boga w sercu nie masz? Odnosiło się ono do osób, które komuś dokuczyły.
Rozumieliśmy przez to, że każdy człowiek nosi w sobie dobrego Boga, o którym zapomina postępując niewłaściwie. Nikt nie chciał być posądzany o niegościnność serca i dlatego liczni członkowie naszej rodziny pomagali i pomagają sobie, a szczególną troskę kierowano na dzieci i osoby starsze i tak jest do dziś.
Przynależność do kościoła katolickiego daje nam możliwość tradycyjnego obchodzenia świąt Bożego Narodzenia i świąt Wielkanocnych. W ciągu całego roku uczestniczymy w niedzielnych mszach św.,w chrztach i ślubach kościelnych, w pogrzebach i nawiedzaniu cmentarzy.
Pielgrzymujemy do sanktuariów i poznajemy życiorysy świętych. Wiara pozwala nam prosić i dziękować im za skuteczne wstawiennictwo w naszych ziemskich sprawach.
Wiary uczyłam się w dzieciństwie poprzez wspólne odmawianie modlitw, śpiewanie pieśni i kolęd, przysłuchiwanie się rozmowom duchownych i świeckich.
Pamiętam swoje pierwsze dziecięce pytanie - o co modlą się bogaci ludzie,
przecież nie brakuje im niczego?
Później dowiedziałam się, że istnieją nie tylko modlitwy błagalne, ale i dziękczynne oraz modlitwy za nieprzyjaciół
Boże wielki i miłosierny, miej litość nad gwałcicielami sprawiedliwości.
Wybacz świadomym kłamcom, zdradzieckim oskarżycielom i fałszywym sędziom.
Bądź miłościw tym, którzy w ślepym zapamiętaniu niszczą spokój ludzki,
sieją wśród nich strach, obłudę i nienawiść.
Oszczędź oprawcom Twej karzącej dłoni, miej zmiłowanie nad mordercami.
Po przeżyciu wielu lat mogę stwierdzić z wielkim przekonaniem, że modlitwy są bardzo skuteczne. Pamiętam sytuację, kiedy z powodu trudności poczułam, że stoję pod ścianą i nie mam wyjścia. Wtedy podniosłam głowę do góry i zapytałam: - Boże, co ja mam teraz zrobić? Prawie natychmiast zrodził się w mojej głowie skuteczny pomysł - Bóg mi podpowiedział i zaraz mogłam mu za to podziękować.
Zdarzało się ,że prosiłam - Boże, pomóż mi, i nie znajdowałam rozwiązań. Potem nauczyłam się, że modlitwa powinna dotyczyć sposobów aktywności człowieka, a nie jego biernego czekania na interwencję z zewnątrz.
Z wielkim wzruszeniem śpiewam pieśni religijne i czytam rozważania i modlitwy w intencji ludzi najbliższych i za nieznajomych, modlitwy za dorosłe dzieci i wnuki.
Rozważania te piszą osoby duchowne i świeckie tylko w jednym celu - chcą pobudzić czytających do doskonalenia się w miłości pomimo wszystko.
W modlitewniku dla osób starszych, samotnych i cierpiących z roku 1968 są takie słowa:
Panie, zachowaj moje dzieci i wnuki w zdrowiu duszy i ciała,
napełniaj ich serca światłem swej łaski i mocą swej obecności.
Działaj w nich nieustannie, rozwijając i pomnażając zalety ich umysłu i duszy.
Niech wzrastają mądre i szlachetne.
Niech staną się chlubą Kościoła, wartością narodu i podporą rodziny.
Jezu, błagam Cię przez moją modlitwę i rodzicielskie błogosławieństwo,
którego udzielam swym najbliższym obecnym i nieobecnym,
ześlij wszelkie dary potrzebne dla ich duszy i ciała.
Broń od zwątpienia w Twoje istnienie i Twoją moc,od pogardy tego, co święte.
Uchroń od niedostatku, przeciwności, niepowodzeń i tych ciężkich prób życia,
które łamią serce, niszczą siły i mogą zachwiać ufność w Twe miłosierdzie,
a nawet sprowadzić z drogi cnoty.
Błogosław ich pracy i przedsięwzięciom.
Pomagaj w trudach i walkach ze swym losem.
Pocieszaj w smutkach, dźwigaj w upadkach.
Dopomóż zasłużyć im na dobre imię przed ludźmi,na ich szacunek i przyjaźń.
Niechaj im wszyscy im błogosławią,jak ja im błogosławię na dalsze ich pokolenia.
Wy, którzy dobra chcecie, jesteście światłem świata.
Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi,
aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.
Dzięki temu kolejne pokolenia poznawały Dekalog i starały się żyć wg jego wskazówek. Wiara chrześcijańska pomagała nam żyć z budującą nadzieją i nie poddawać się destrukcyjnym myślom.
W dzieciństwie czasem słyszałam pytanie – czy ty Boga w sercu nie masz? Odnosiło się ono do osób, które komuś dokuczyły.
Rozumieliśmy przez to, że każdy człowiek nosi w sobie dobrego Boga, o którym zapomina postępując niewłaściwie. Nikt nie chciał być posądzany o niegościnność serca i dlatego liczni członkowie naszej rodziny pomagali i pomagają sobie, a szczególną troskę kierowano na dzieci i osoby starsze i tak jest do dziś.
Przynależność do kościoła katolickiego daje nam możliwość tradycyjnego obchodzenia świąt Bożego Narodzenia i świąt Wielkanocnych. W ciągu całego roku uczestniczymy w niedzielnych mszach św.,w chrztach i ślubach kościelnych, w pogrzebach i nawiedzaniu cmentarzy.
Pielgrzymujemy do sanktuariów i poznajemy życiorysy świętych. Wiara pozwala nam prosić i dziękować im za skuteczne wstawiennictwo w naszych ziemskich sprawach.
Wiary uczyłam się w dzieciństwie poprzez wspólne odmawianie modlitw, śpiewanie pieśni i kolęd, przysłuchiwanie się rozmowom duchownych i świeckich.
Pamiętam swoje pierwsze dziecięce pytanie - o co modlą się bogaci ludzie,
przecież nie brakuje im niczego?
Później dowiedziałam się, że istnieją nie tylko modlitwy błagalne, ale i dziękczynne oraz modlitwy za nieprzyjaciół
Boże wielki i miłosierny, miej litość nad gwałcicielami sprawiedliwości.
Wybacz świadomym kłamcom, zdradzieckim oskarżycielom i fałszywym sędziom.
Bądź miłościw tym, którzy w ślepym zapamiętaniu niszczą spokój ludzki,
sieją wśród nich strach, obłudę i nienawiść.
Oszczędź oprawcom Twej karzącej dłoni, miej zmiłowanie nad mordercami.
Po przeżyciu wielu lat mogę stwierdzić z wielkim przekonaniem, że modlitwy są bardzo skuteczne. Pamiętam sytuację, kiedy z powodu trudności poczułam, że stoję pod ścianą i nie mam wyjścia. Wtedy podniosłam głowę do góry i zapytałam: - Boże, co ja mam teraz zrobić? Prawie natychmiast zrodził się w mojej głowie skuteczny pomysł - Bóg mi podpowiedział i zaraz mogłam mu za to podziękować.
Zdarzało się ,że prosiłam - Boże, pomóż mi, i nie znajdowałam rozwiązań. Potem nauczyłam się, że modlitwa powinna dotyczyć sposobów aktywności człowieka, a nie jego biernego czekania na interwencję z zewnątrz.
Z wielkim wzruszeniem śpiewam pieśni religijne i czytam rozważania i modlitwy w intencji ludzi najbliższych i za nieznajomych, modlitwy za dorosłe dzieci i wnuki.
Rozważania te piszą osoby duchowne i świeckie tylko w jednym celu - chcą pobudzić czytających do doskonalenia się w miłości pomimo wszystko.
W modlitewniku dla osób starszych, samotnych i cierpiących z roku 1968 są takie słowa:
Panie, zachowaj moje dzieci i wnuki w zdrowiu duszy i ciała,
napełniaj ich serca światłem swej łaski i mocą swej obecności.
Działaj w nich nieustannie, rozwijając i pomnażając zalety ich umysłu i duszy.
Niech wzrastają mądre i szlachetne.
Niech staną się chlubą Kościoła, wartością narodu i podporą rodziny.
Jezu, błagam Cię przez moją modlitwę i rodzicielskie błogosławieństwo,
którego udzielam swym najbliższym obecnym i nieobecnym,
ześlij wszelkie dary potrzebne dla ich duszy i ciała.
Broń od zwątpienia w Twoje istnienie i Twoją moc,od pogardy tego, co święte.
Uchroń od niedostatku, przeciwności, niepowodzeń i tych ciężkich prób życia,
które łamią serce, niszczą siły i mogą zachwiać ufność w Twe miłosierdzie,
a nawet sprowadzić z drogi cnoty.
Błogosław ich pracy i przedsięwzięciom.
Pomagaj w trudach i walkach ze swym losem.
Pocieszaj w smutkach, dźwigaj w upadkach.
Dopomóż zasłużyć im na dobre imię przed ludźmi,na ich szacunek i przyjaźń.
Niechaj im wszyscy im błogosławią,jak ja im błogosławię na dalsze ich pokolenia.
Wy, którzy dobra chcecie, jesteście światłem świata.
Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi,
aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







